Wybory – sympatie i talenty

Reakcje na obliczenia możliwego „efektu książeczki” pokazują, jak trudno wyrwać się ze swoich oczywistości. Przyszedł mi dziś do głowy pomysł, jak zobrazować problem podchodząc z jeszcze innej strony. Wyobraźmy sobie, że wraz z najbliższymi wyborami prezydenckimi przeprowadza się ogólnonarodowe głosowanie w kolejnej edycji konkursu „Mam talent”. Eliminacje w konkursie wyłaniają 40 kandydatów, spomiędzy których ogół narodu wskaże najzdolniejszego. Ich lista za nic się jednak nie mieści na jednej stronie A4. Stąd obok pojedynczej karty do głosowania z listą kandydatów na prezydenta, każdy dostanie małą książeczkę, gdzie na pięciu stronach umieszczonych będzie po 8 kandydatów występujących w kolejnych odcinkach. Każdy wyborca będzie miał prawo postawić jeden krzyżyk w książeczce.

Co jednak mają zrobić ci, których ten konkurs nie interesuje i żadnego z uczestników nie darzą sympatią ani nie cenią jego talentu, bo go po prostu na oczy nie widzieli? Może część z nich wykorzysta okazję i się z kandydatami zaznajomi, by podjąć świadomy wybór. Część chłodno kalkulująca a zainteresowana tylko wyborem głowy państwa, nie zabierze pewnie głosu i wrzuci do urny pustą książeczkę. To w końcu nie jest w porządku, by decydować o losie ludzi, o których się nie ma bladego pojęcia. Można jednak zaryzykować hipotezę, że jakaś część odda swój głos w rywalizacji, która ich ani ziębi, ani grzeje. Wedle jakich kryteriów? Pierwszym może być minimalizacja swojego wysiłku. Czyli na pierwszą stronę padnie zapewne więcej głosów, niż na tych, którzy byli dalej. Być może jednak ktoś da tylko wyraz swoim ulubionym rozrywkom, jeśli „dyscyplina” będzie zaznaczona przy nazwisku. Lubi taniec, więc zagłosuje na pierwszego kandydata, który tym właśnie chce się popisać. Gdy ktoś z kategorii „taniec” pojawi się na pierwszej stronie, znów zbierze dodatkowy głos.

Nie da się też wykluczyć, że część głosujących zastosuje tą samą zasadę, która będzie stosowana w wyborach prezydenckich – jeden głos na stronie. Nawet jeśli mają jednego generalnego ulubieńca, ich głos będzie nieważny. Natomiast jeśli się konkursem nie interesują i nie dowiedzą się, że w całej broszurze trzeba postawić tylko jeden krzyżyk, to prawdopodobieństwo takiego głosowania najpewniej wzrośnie.

Zarówno głosy puste, jak i z krzyżykami na każdej stronie, stanowią problem z innego punktu widzenia. Jeśli w liczeniu głosów biorą udział pasjonaci konkursu a miłośnicy kogoś z pierwszej strony, mogą wpływać na jego wynik, jeśli tylko są odpowiednio „elastyczni etycznie”.  Mogą wszak dostawiać krzyżyki przy swoim ulubieńcu, jeśli pierwsza strona jest pusta. „Elastycznym etycznie” zwolennikom kandydatów z dalszych stron jest trudniej – muszą wertować książeczkę. Kolejny problem stwarzają członkowie komisji „niepełnosprawni motywacyjnie”. Gdy w trakcie nocnego liczenia zobaczą krzyżyk na pierwszej stronie, mogą sobie odpuścić sprawdzanie, czy dalsze strony są na pewno puste.

Tak czy owak, kandydaci, którzy znaleźli się na pierwszej stronie, będą mieć przewagę. Przewagę, której byłaby zdecydowanie mniejsza, gdyby głosowanie w konkursie nie było przeprowadzane przy okazji wyborów prezydenckich. Dla uściślenia – „oszczędność poznawcza”, o której pisałem w poprzedniej notce, to nie jest eufemizm idiotyzmu. Sam jestem oszczędny poznawczo np. w sprawie samochodu. W odróżnieniu od tak wielu osób nie fascynuję się motoryzacją i traktuję to urządzenie tak użytkowo, jak się tylko da. Nie wiem, jaka jest pojemność silnika mojego auta, w ile sekund przyspiesza do setki i nawet tego, ile na setkę pali. Ktoś może mnie z tego powodu uważać za idiotę – proszę bardzo. Mnie interesuje, czy auto rano ruszy i czy moja rodzina się w nim mieści. W sprawie konkursu „Mam talent” też przejawiam taką oszczędność – wiem, że jest i to mi całkowicie wystarczy.

Takie same ścieżki można wyróżnić w wyborach sejmikowych i powiatowych. Pokazuje je obrazek poniżej. Rolę „dyscypliny” przyjmuje tu więź terytorialna. Niezainteresowany ogólnopolską polityką głosujący, może po prostu wskazać kandydata ze swojej miejscowości, nie zastanawiając się nad tym, z której on jest partii. Wszystkie wymienione ścieżki mogą działać niezależnie od siebie – w różnym natężeniu. Wszystkie mają ten sam efekt –  Partia Pustej Kartki znana z poprzednich wyborów sejmikowych, jak również część wyborców, którzy już wtedy głosowali bez specjalnego zaangażowania i rozeznania, wspólnie powołują Partię Pierwszej Strony.

Manowce2014

Szerokość poszczególnych pasków składających się na siłę PPS jest na razie nieznana. Będzie można próbować ją ustalić na podstawie szczegółowych wyników. Bardzo by się też przydało ponownie przeliczyć głosy w losowo wybranych obwodach. Mam nadzieję, że uda się do tego przekonać – zasłanianie się tu głupim prawem pogłębi tylko kryzys polityczny.

Swoją drogą, to PiS nie powinien narzekać na wrogość mediów. Relacjonując moje wyliczenia nieomal nikt nie wypominał im tego, że w wyborach powiatowych dostali za friko ćwierć miliona głosów. Wszyscy skupili się na zyskach PSL. Zaś co do ludowców, oczywiście miło im pewnie nie jest. Chciałbym ich jednak pocieszyć. Odpalenie teraz tej miny jest dla nich bez wątpienie mniej szkodliwe od powszechnego przekonania, że naprawdę zdobyli tylu nowych zwolenników. Za chwilę są przecież wybory prezydenckie i parlamentarne. Nie ma żadnych podstaw by sądzić, że opisany efekt powtórzy się w którychkolwiek z nich. Wtedy czeka ich nieuchronny kac po upajaniu się sejmikowym wynikiem. Lepiej wytrzeźwieć już teraz –  uniknie się robienia głupot przez najbliższe miesiące.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *